fot. Patryk Ścigała
„Oto ja, 90 kilo żywego hip-hopu” – rapował wrocławski raper Tymon ponad dwie dekady temu. Teraz wraca na scenę z albumem „Kot w ciele psa”, który nagrał do spółki z Pstykiem, jednak – jak sam twierdzi – nie interesuje go odcinanie kuponów i patrzenie w przeszłość.
Uważasz, że twoja płyta nie jest kombatanckim odcinaniem kuponów?
Przede wszystkim dlatego, że pisałem ją w ogóle nie myśląc o wracaniu na scenę. Zaczęliśmy robić te numery bez planu, co się z nimi potem stanie. Starałem się też, żeby teksty nie były o tym, co było, a już na pewno nie stawiały czasów minionych nad współczesnymi. Pisząc je, chciałem też poszerzyć warsztat, pobawić się ciekawszymi patternami, użyć patentów, jakie podejrzałem w młodym rapie i przetworzyć je przez swoją wrażliwość i język. Słuchając bitów Pstyka, starałem się wybierać te mniej typowe. Chciałem też, żeby były zróżnicowane, żeby nie wpaść w pułapkę robienia wszystkiego na jedno kopyto i brzmienia „jak kiedyś”. Gdybym chciał odcinać kupony, pewnie zrobiłbym coś z Magierą i zaczął od „Oto ja 2”, ale zupełnie mnie to nie interesowało. Utwór, który jest najbliższy takiemu spojrzeniu wstecz, to „Tutu”, ale tekst tak dobrze siadł do tego bitu Pstyka, że szkoda byłoby to stracić. To i tak właściwie kawałek z jedną zwrotką, do którego postarałem się dodać trochę szerszy kontekst.
Może to naiwne pytanie, ale dlaczego nie interesowało cię odcinanie kuponów?
Same ciekawe i trudne pytania dajesz. Bezpieczna, ale też prawdziwa, odpowiedź jest taka, że mnie generalnie nie interesuje wracanie do przeszłości. We wszystkim, co robię, szukam tego, co nowe. Nie lubię powtórek ani odtwarzania tego, co było. Ale mówiąc szczerze – nie za bardzo wierzyłem, że mam od czego odcinać. Przez lata wydawało mi się, że moja muzyka tak naprawdę mało kogo interesowała i dopiero stosunkowo niedawno zacząłem odkrywać, że nie miałem świadomości tego, jak szeroko faktycznie trafiła do ludzi. W pewnym momencie zaczęły mnie coraz częściej spotykać sytuacje, kiedy ludzie podchodzili do mnie, mówiąc, że słuchali, że moje słowa były dla nich ważne, że coś im dawały. Co ciekawe, dotyczy to zarówno „Zmysłów 5”, „Smogu” czy „Świntucha”. Pod tym względem takim eye openerem był dla mnie udział w koncercie „50 przełomowych utworów polskiego hip-hopu”, na który zaprosił nas Ostry. Okazało się, że to, co robiłem, propsują też inni wykonawcy. Usłyszeć to od Kosiego czy Włodiego to naprawdę duża rzecz.
Cały wywiad do sprawdzenia pod tym linkiem.