fot. Jakub Kaczmarczyk
W wywiadzie z Emade, który jest chwilę po premierze płyty „Człowiek nie do końca” z Fiszem, wracamy do muzycznych fascynacji z dzieciństwa, koncertów w Jarocinie i Roberta Brylewskiego. Rozmawiamy o wspomnieniach z warszawskich osiedli lat 90., heroinowej pladze, pracy z Hadesem i… wizycie w Chinach. Nie zabrakło również refleksji nad obecną kondycją sceny.
Wracając jeszcze do najntisów, o których sporo na „Człowieku nie do końca”. Podobno miałeś co najmniej kilku znajomych, którzy zmarli od heroiny?
Całkiem niedawno siedziałem na moim dawnym osiedlu i zacząłem liczyć heroinistów w moim czteropiętrowym bloku. Naliczyłem ich aż dziewięciu. To byli goście starsi ode mnie, bo my z kolegami woleliśmy raczej przeganiać helupiarzy, niż się z nimi zadawać. Wielu moich starszych kolegów, i to takich inteligentnych, wrażliwych, z zainteresowaniami muzycznymi albo jeżdżących na deskorolce, wkręciło się w heroinę. Sporo z nich myślało, że to narkotyk z wyższych sfer, nie zdając sobie sprawy, że po roku wypadają ci zęby, okradasz najbliższych i musisz wyprowadzić się z osiedla, bo wszyscy chcą cię pobić. Jeden z kolegów wkręcił się w heroinę i nas okradł. Wyniósł nam z domu płyty CD, które ściągaliśmy ze Stanów Zjednoczonych: A Tribe Called Quest – „Beats, Rhymes and Life”, wydane wtedy tylko w USA z ruchomą okładką, a także rzeczy Sadat X i Outkast. To były czasy, kiedy płyty były drogie i trudno dostępne. Po latach się zreflektował, przyszedł do moich rodziców i chciał oddać pieniądze. Nie miałem do niego jakichś wielkich pretensji, bo wiedziałem, że to nałóg. Byliśmy blisko, mieszkaliśmy w jednym bloku, mieliśmy nawet zespół. To była przykra sytuacja, ale dla mnie znacznie przykrzejsze było to, co się z nim działo, niż sam fakt, że nas okradł. Innego kolegę z bloku spotkałem kiedyś na Dworcu Centralnym w Warszawie. Ledwo go poznałem. Był bardzo zarośnięty, miał zimową czapkę i długi płaszcz, ale rozpoznałem go po oczach. Jeszcze inny kolega, on akurat nie był od niczego uzależniony, zmarł w klasztorze. Bardzo ortodoksyjnie zaangażował się w życie Kościoła. Wyjechał do zamkniętego klasztoru i tam, w jego podziemiach, znaleziono później jego zwłoki. Mamy na ten temat niewiele informacji, ale wiem, że już nigdy z tego klasztoru nie wrócił.
Cały wywiad jest tutaj.