fot. thatsmearek
„Jestem od roboty, a nie gadania” – napisał mi, kiedy zagadałem o wywiad na dusty. Szanuję konkretnych i szczerych ludzi, dlatgo też nie miałem problemu z tym, że (póki co) nie uda mi się zrobić rozmowy z fotografem Arkadiuszem Lubańskim, który widział wiele i niejedną znaną postać miał przed obiektywem swego aparatu. Od kilku lat mieszka w Nowym Jorku, gdzie fotografuje (oczywiście nie tylko) amerykańskich raperów i writerów. W jego kadrze znaleźli się między innymi (wymienię te osoby, o których gadać mogę): Martha Cooper, Jadakiss, Fredro Starr, Skeme, DMC czy Flavor Flav z Public Enemy. Oczywiście nie będę wypisywał wszystkich polskich raperów, bo… to wiadomo. Na potrzeby tego tekstu udało mi się przemycić tylko jedną historię, o której opowiadał na swoim vlogu.
Akcja działa się na Brooklynie, dokładniej w Brownsville.
– Lubię jeździć w niebezpieczne miejscówki – mówi Arek. – Na Brownsville pojechałem w sobotę rano, bo uznałem, że wtedy będzie najbezpieczniej. Poszedłem na project, gdzie mieszkają ludzie z Jamajki i Haiti. Na miejscu zobaczyłem dużo starszych osób i jedna z nich zaczepiła mnie o hajs, ale dość chamsko odpowiedziałem, że niczego ode mnie nie dostanie. Gość zaczął się drzeć w nieznanym mi języku. Zbliżyłem się do jednego z budynków i w kilka sekund otoczyło mnie dziesięciu chłopaków, którzy po chwili, bez pytania o cokolwiek, wciągnęli mnie do klatki schodowej. Wylądowałem na podłodze. Jeden z nich wyciągnął pistolet, uderzył mnie nim w twarz i wybił mi zęba. Zaczęli mnie przeszukiwać – kieszenie, portfel, telefon, Instagram, Messenger… Tłumaczyłem im, że jestem fotografem ulicznym, ale nie słuchali. W międzyczasie przeleciały mi przed oczami ze trzy pistolety. W pewnym momencie naprawdę myślałem, że już stamtąd nie wyjdę.
Dopiero po godzinie odpuścili. Niczego mi nie zabrali, nawet centa. Jeden z tych gości uświadomił mi, że nie warto przyjeżdżać w takie miejsca dla zdjęć. Kiedy skumali, że nie jestem żadnym policjantem, tylko naprawdę fotografem, na ich twarzach pojawiły się uśmieszki, ale mnie wtedy do śmiechu nie było (śmiech). Nie chciałem od razu się zrywać, więc poszedłem z nimi na taki murek, gdzie siedzieli ich ziomale, którym opowiedzieli moją historię. Można powiedzieć, że w pewnym momencie atmosfera zrobiła się luźniejsza, więc uznałem, że po prostu ich zapytam: „Mogę mieć jakąś pamiątkę z tego spotkania?”… I zrobiłem tam kilka zdjęć.
A tutaj znajdziecie jego Instagram.