To nie jest wywiad: RAW Mentalitee

Urodził się w Polsce, ale spokojnie – usprawiedliwieni są ci, którzy myślą, że Raw Mentalitee to gość, który na świat przyszedł w nowojorskim Queens i tam podpatrywał, jak produkują najwięksi hiphopowi wirtuozi. Oderwałem na chwilę naszego producenta od prac nad nową płytą, by zadać mu kilka pytań.

Przyjęcie mojego „Survival Skillz” oceniam: Wyszło lepiej, niż się spodziewałem. Jestem świadomy, że moją muzykę zna wciąż mało osób. Nie robię bitów do tańczenia, więc nie oczekiwałem szalonej sprzedaży. Nie mam też ciśnienia na wyjście z cienia. Dlatego myślałem, że płytami wymienię się co najwyżej z ziomkami po fachu i kupią go kolekcjonerzy wosków. Tymczasem dostałem sporo propsów od ludzi z całego świata i kilka propozycji współpracy. Z drugiej jednak strony – od premiery krążka minął już rok, a te 450 sztuk nadal się nie wyprzedało, kilka kopii jeszcze można trafić.

Kiedy dziś słucham polskiego rapu, to odpalam: Stare klasyki! Często sięgam m.in. po: Molestę, Ziperę, Kodexy, Killaz Group, 600V, Siedem Łez, Peję, Ostrego czy Piha i Liroya. Jestem mega „szufladą” w tej kwestii. Słuchając muzyki, dużą wagę przykładam do bitów, a nie ma co pierdolić – większość klasycznych albumów ma zajebiste podkłady. (śmiech) Lubię te stare rzeczy, bo przekaz raperów był konkretny i niósł za sobą wartość. Cytaty zapadały w pamięć i dzięki tekstom czułem się lepiej i miałem motywację do działania. Naprawdę bardzo rzadko słucham nowych rzeczy, bo w większości to ciągłe pierdolenie o tym, jak można się porobić. Oczywiście mogło mi coś umknąć.

Planuję współprace z polskimi raperami, ale: Jest bardzo wąskie grono, z którymi taką współpracę bym chętnie podjął. Najlepiej czuję się przy robieniu instrumentali, bo wtedy wizja utworu zostaję w stu procentach moja. Robiąc numer z raperem, trzeba brać pod uwagę, że jego wizja może różnić się od mojej, albo współpraca potrwa długo lub… w ogóle nie dojdzie do skutku. Jak to mawiam: wolę się miło zaskoczyć niż niemiło zawieźć.

Polscy producenci, którzy naprawdę robią dobrą robotę to: Jest ich kilku. (śmiech) Przykładowo 600V ciągle się gatunkowo rozwija i eksperymentuje. Zajebiście mu to wychodzi. Można to sprawdzić, chociażby na jego ostatnim, jazzowym albumie. On sam sampluje swoje melodie i nawet układa je z kosmicznych szumów Nasa. Magiera się rozkręcił jak szalony. Eprom jest także mega zdolną bestią, bo nie dość, że robi tłuste bity, to jeszcze zajebiście ogarnia postprodukcję i do tego robi kozackie skrecze! Plash robi mocne i brudne bity – takie, jak lubię. Nie mogę też zapomnieć o Matisie i Markowym – ich podkładom zdecydowanie niczego nie brakuje.

Moje podejście do muzyki MF Dooma jest: Tu będzie trochę niewygodna wypowiedź. Rozumiem, że stała się tragedia. Kiedy umarł np. Prodigy, też było mi smutno, ale tym razem robi się coraz więcej pajacowania. Niektórzy bez kitu mogliby trochę wyluzować. Muzyka Dooma to totalnie nie mój lot, zamula mnie. Znam artystów, którzy mają podobnie, a teraz nagle robią remixy jego kawałków, wstawiają zdjęcia i oddają mu hołd. Skoro tak jarają się jego twórczością, to dlaczego nie robili tego wcześniej? Domyślam się, że nie mają własnego kierunku. Płyną z prądem – tamtędy, gdzie mogą zgarnąć więcej uwagi, bo ich kariera opiera się głównie o media społecznościowe. Im nie chodzi o miłość do Dooma, czy żal po jego stracie. Tylko o to, że wszyscy w tej chwili słuchają jego muzyki, więc próbują popłynąć na tej fali. Znam mordy, które mają każdy winyl MF Dooma, kupowali jego płyty w dniu premiery. Ci goście wysyłają mi jego numery i liczą, że w końcu przekonam się do jego twórczości. Oczywiście je sprawdzam, bo szanuję tych typów i wiem, że ich działania od zawsze były prawdziwe i szczere. Taka też powinna być twórczość każdego artysty.

Gdybym mógł nagrać EP-kę z jednym raperem, to postawiłbym na: Kiedyś powiedziałbym ci, że z Guralem. Była mega zajarany klimatem, jaki proponowali Killazi. DGE żonglował metaforami jak zły i agresywnie parł do przodu. Dzisiaj stawiam na Erosa. Gość ma agresywne flow, wersy, które zostają w pamięci i takie, które moja bania sama cytuje w niektórych sytuacjach. Aż muszę zacytować: „Jeśli masz listę dziesięciu najlepszych, to dziewięciu musisz skreślić, bo jestem ja – nie ma reszty”.

Nowojorski producent, który najbardziej wpłynął na mój sound to: Preemo! Bez wątpienia nastukał na swojej 60-tce dużo bangerów i każdy znajdzie coś dla siebie. Jestem fanem remixu „Handle Ur Bizness” dla M.O.P. czy kawałka „D.Original” z pierwszej płyty Jeru. Nie mówiąc już o „NY State of Mind” z Nasem czy „R.N.S.” z Bumpy Knuckles. Poza Nowym Jorkiem najwięcej inspiracji czerpałem z Volta oraz DJ-a Krush’a.

%d bloggers like this: