Sztuka i życie nieustannie się przenikają, ale nie zawsze dają się łatwo rozdzielić. Fisz opowiada o tym, dlaczego nie przepada za biografiami muzyków i jak na przestrzeni lat zmieniała się jego relacja z hip-hopem. Rozmawiamy również o niezależności i świadomym trzymaniu się z dala od wyścigu o popularność.
Niedawno Emade powiedział mi, że gracie muzykę buntu. Wasz nowy album nie jest dostępny w sieciówkach, a wasze kawałki są długie i naszpikowane słowami, co odbiega od dzisiejszych standardów. To kontrkulturowa akcja?
Jesteśmy totalnie zmęczeni pogonią za wyświetleniami, poszukiwaniem hitów i przebojów. Przy okazji większych koncertów widzieliśmy, jak ten świat wygląda z boku albo jak algorytmy ułatwiają różnym specom od PR-u sterowanie popularnością swoich artystów. To jednak nie jest nasz świat i nigdy nim nie był. Nawet kiedy nagrywaliśmy piosenki, wszystko robiliśmy na własną rękę. Przyzwyczailiśmy się do tego, że nasze nagrania nie trafiają na playlisty stacji radiowych. W czasach nagrywania dla Asfaltu szybko znaleźliśmy swoją publiczność, mimo że radia nas nie grały. Przez te wszystkie lata zbudowaliśmy świetną relację z naszymi słuchaczami. W ruchu punkowym i we wczesnym hip-hopie ważne było dla mnie hasło „Do It Yourself”. Jesteśmy w stanie panować nad wszystkim – od okładek i zdjęć po to, komu dajemy wywiady. Świat komercyjny nigdy do końca nas nie interesował. Naszym największym szczęściem jest to, że potrafimy utrzymać z muzyki nasze rodziny. Warto działać niezależnie i się nie poddawać.
Skoro już rozmawiamy o czasach Asfaltu, trafiłem na wywiad z tamtego okresu, w którym mówiliście, że szybko zorientowaliście się, że wasza publiczność jest alternatywna. To wy świadomie zrezygnowaliście z hip-hopu czy hip-hop zrezygnował z was?
To bardzo trudne pytanie, bo nie ukrywam, że kiedy nagrywaliśmy „Polepione dźwięki”, myśleliśmy, że rap będący alternatywą dla mainstreamowego i ulicznego rapu rozwinie się i stworzy własną scenę. Tak się jednak nie stało. Rap często postrzegano przez socjologiczny pryzmat, a krytycy muzyczni starszej daty myśleli o nim w kategoriach „Blokersów”. Nie dostrzegali, że rap ma bardzo różne źródła i wiele zależy od tego, kto stoi za mikrofonem. Rzeczywiście, ten twardy rap sprawił – swoją drogą, zostawił nam świetne płyty – że zrobiło się bardzo ciasno dla takiej muzyki, jaką sami robiliśmy. Zaczęliśmy eksperymentować, ale już wcześniej scena rapu, który reprezentowaliśmy, coraz bardziej się kurczyła. Myślę, że zadziałały dwa czynniki. Z jednej strony hip-hop trochę nas wypychał, bo nie było w nim dla nas miejsca, a z drugiej – mieliśmy okres grania z różnymi muzykami. Po płycie „Heavi Metal” w pełni zorientowaliśmy się, że mamy własną publiczność. Dziś scena hiphopowa ma znacznie więcej kolorów.
Cały wywiad do przeczytania pod tym linkiem.