Relacja z premiery filmu „Men in Black” (2000 rok)

Dziś na dusty kolejny dzień świętowania 20 urodzin trójmiejskiego filmu. Poniżej relacja, którą w 2000 roku napisał Dabon ze Szczecina. Relacja trafiła w 2004 roku na stronę hip-hop.pl, a wcześniej do drugiego numeru pisma wydawanego przez ten portal.

Czwartek rano (29.06.00), godzina 10:10 start pociągu, który zabierze nas na stację Gdańsk Główny. W trasie pęka par piwek i trochę ginu. Godzina 15:18 i jesteśmy na miejscu. Lekko zalkoholizowane głowy wysypują się z pociągu. Odbiera nas Plok (EWC) i jedziemy na miejsce zakwaterowania. Po drodze ciąg oglądamy zbombardowane srebrami trójmiasto. Jesteśmy na miejscu, małe ogarnięcie się, wypłukanie jajek i ruszamy do Sopotu. Jedziemy SKM-ką (zmasakrowaną jak wszystkie – panele, whole cary, tagi, stony). Jest Sopot. Obieramy kolejne kierunki – pierwszy to monopol, drugi miejsce na opróżnienie zakupów z monopolu, kierunek trzeci to klub „Enzym”. Jest nieco po 19:00, kiedy spotykamy znajomych z Gdańska i Warszawy. Spijanie kolejnych browarów na plaży i… zaczyna się pokaz filmu. Wchodzimy do klubu, zajmujemy miejsca i zaczyna się projekcja. To, co zobaczyłem, zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Ten film jest po prostu wyjebany w kosmos. Całej projekcji towarzyszyły owacje. 60 minut konkretnej dawki hardcore’owego pankroku. To było naprawdę coś wielkiego w Polskim graffiti. Wielkie gratulacje i pozdrowienia dla ekipy filmu. Po projekcji chwila przerwy. Gratulacje, gadki na zewnątrz lokalu i zaczyna się impreza… picie (w wykonaniu dość ostrym) i naprawdę zajebista pipa. Szczecin jak zwykle w stanie upojenia alkoholowego. „Men in Black” to film, którego nie trzeba streszczać i pisać długich recenzji. To film, który powinien zobaczyć i posiadać na ulubionej półce każdy szanujący się writer w Polsce. Film ten to podstawa bombingu i rozpierdalania systemu… Ja jestem pod olbrzymim wrażeniem. Potem koncert Deluks… ja się nie znam na muzyce, ale zajebiście mi się podoba płyta „Przedsmak”. Recenzja i opinie na temat tej płyty znajdą się pewnie w części poświęconej muzyce. Nie mi jest to oceniać. Piątek – dzień następny. Pobudka około 9:00. Małe śniadanie, poranna toaleta i … oglądamy znowu „Dirty Handz” (graffiti movie from Paris). Ten film to równie ostry wypierdol… ale to nie miejsce i czas na jego opis. Koło południa zbieramy się do wyjścia i zaatakowania na plener. Pierwszy kierunek to dworzec Gdańsk Główny – oglądamy blachy, pstrykamy fotki, jedziemy dalej: Gdańsk – Wrzeszcz. Wysiadka i uderzamy na umówione miejsce – Rampa. Idziemy wzdłuż linii, kolejne fotki, szlugi… Nowy plan. Idziemy po browar i zabawa zaczyna się od początku. Około 15:00 zbiera się cała ekipa (około 20-30 twarzy). Kilka osób wyciąga puchy i już czuć w powietrzu aerozol. Plany na wieczór znakomite. Wypić parę piwek i … uderzyć whole carami na blachy. Zbieramy się na melanż do domu, oglądamy „Men in Blacka”, pijemy piwko i zbieramy się do wyjścia. Puchy spakowane i … KUREWSKO SIĘ ROZPADAŁO! Z planów kolejkowych nic nie zostało. Została ostatnia opcja – zajebać się. Plan się powiódł, a wyjazd (w tym impreza, film, melanż) był zajebisty. Ps. Film pomógł po powrocie – ekipa WT uderzyła kilkakrotnie, konkretnie na blachy i dobrej passy nie przerywamy. Bombić, bombić, bombić.

 

%d bloggers like this: