Graffiti w Katowicach – materiał nakręcony w 1991 roku

Każdy, kto, choć w średnim stopniu interesuje się historią polskiego graffiti, wie jak ważny dla rozwoju śląskiej sceny, był przyjazd do Katowic szwedzkich studentów w wakacje 1991 roku. Ekipa kilkunastu malarzy z Uppsali (miasto leżące 70 km od Sztokholmu) pomalowała m.in. całą, niemałą ścianę pod jednym z katowickich wiaduktów przy dworcu PKP. Okazuje się, że w jednym z najpopularniejszych serwisów internetowych znajduje się blisko 30- minutowy film z tego wydarzenia. W wiadomych kręgach mówi się, że po Szwecji krąży jeszcze jeden materiał z wyprawy do stolicy Górnego Śląska. Ponoć uwieczniona jest tam akcja na katowickiej zajezdni pociągowej, na którą wybrał się jeden ze studentów! Na tę chwilę uważa się, że pierwszy pomalowany pociąg w Katowicach wyjechał na tory w czerwcu 1996 roku.

Na dole wspomniany film (podzielony jest na trzy części), jednak wcześniej wypowiedź Parra – jednego z uczestników wyprawy do Polski. Słowa szwedzkiego malarza pochodzą z książki Graffiti Goes East: „Aeroschool” w Uppsali był projektem edukacyjnym. Nie tylko szkołą, w której mogłeś nauczyć się stylu, ale także punktem spotkań dla najlepszych wtedy szwedzkich malarzy. Jednym z projektów był wyjazd do Katowic w 1991 roku. Zaczęło się od spotkania jednego z nas z pewnym fotografem, który dokumentował atmosferę na Śląsku we wczesnych latach 90. Fotograf zasugerował nam wyjazd mówiąc, że w Katowicach jest mnóstwo szarych i nudnych ścian. Może na przykład coś ekologicznego? Zdobyliśmy więc fundusze na dziewięciodniowy pobyt. Studenci mieli zapłacić za swoje zakwaterowanie i wyżywienie, tani hotel kosztował wtedy jeden euro. Motip dał nam sześćset farb. W grupie wyjazdowej, która wyruszyła samochodem w lecie 1991 roku było kilkunastu malarzy i dwóch fotografów. Nie mieliśmy zielonego pojęcia o Polsce, ale bardzo podobało nam się samo malowanie, jedzenie i wszystko, co się wtedy wydarzyło. Najmocniej zapadły nam w pamięć spotkania z ludźmi. Byliśmy tak wspaniale traktowani, z szacunkiem i hojnością. Do tego stopnia, że było nam wstyd, że tak nas rozpieszczają, bo przecież byliśmy tylko bandą graff-dzieciaków z Szwecji”.

 

Leave a comment

%d bloggers like this: