fotos pochodzi z profilu artysty na fejsie
W czasach postępującej tiktokizacji rzeczywistości i prób zamykania rozmów o sztuce w kilkuset znakach – Miły ATZ pokazuje, że nie interesuje go powierzchowność; lubi opowiadać o muzyce w bardziej złożony sposób. Rozpiętość tematów w wywiadzie z autorem „Atezetcore: Overdrive” jest więc bardzo szeroka – od Rick Rubina, przez kwasowe (i nie tylko) grafiki, aż po… jamajski skunk importowany do Gdyni przez port w Manchesterze.
O muzyce duetu Skalpel czasem mówiło się, że to ścieżka dźwiękowa do filmu, który nigdy nie powstał. A ty jak scharakteryzowałbyś swój obecny ATZ Sound?
Miły ATZ: To chyba trochę smutne, że tak o nich mówią, ale z drugiej strony świadczy to o tym, że kiedy ich słuchasz, film sam pojawia się przed oczami. Moje kawałki pojawiały się w kilku filmach, choć raczej nie ma się czym chwalić. Głównie były to sceny imprezowe i to by się zgadzało, ale traktowanie tego jako pełnej charakterystyki byłoby sporym spłyceniem. Robię muzykę, która sprawdza się w bardzo różnych sytuacjach i nastrojach. Jako DJ również mam szeroki wachlarz – na różne okazje. Poza tym wolałbym sam tego nie charakteryzować, nie czuję się dobrze w tej roli. Żeby zrobić to precyzyjnie, musiałbym użyć wielu terminów i nazw, ale to niezbyt sexy. Ostatecznie, jeżeli ktoś nie zna historii i pochodzenia gatunków, które mam na myśli, ma w głowie głównie etykiety albo – co gorsza – stereotypy. Ja, myśląc gatunkami, widzę ulice miast, w których powstawały kluby, subkultury i środowiska, z których one wyrastały. Niech muzyka mówi sama za siebie – na żywo i w nagraniach.
Podzielę się z tobą koktajlem myślowym, który powstał mi w głowie po odsłuchu „Overdrive”. Zastanawiałem się, jak ten materiał sprawdziłby się na chamskich rave’ach i fluorescencyjnych imprezach napędzanych kwasami sprowadzanymi z Berlina, organizowanych przez „Skandala” w głębokich najntisach.
To brzmi jak plan! Zmieniłbym jedynie kwasy z Berlina na jamajski skunk importowany do Gdyni przez port w Manchesterze. Dodałbym jeszcze, że akcja dzieje się w 2026 roku. Ale w najntisach na bank by to docenili, chociaż – mimo wszystko – brzmiałoby to dla nich mocno futurystycznie. Na EP-ce „Overdrive” są numery, które na takiej imprezce siadłyby jak złoto, ale myślę, że większości mogliby nie przyswoić do końca. Mimo że jest tam trochę inspiracji końcówką lat 90., to bliżej mi do drugiej dekady XXI wieku i tego, co działo się wtedy w Wielkiej Brytanii – rzeczy spod szyldu Exit Records, całej sceny future jungle, halftime’u i wszystkiego, co soundsystemowe i przekracza 160 BPM.
Cały wywiad przeczytacie tutaj.