zdjęcie pochodzi z profilu jwp na facebooku
Polscy hiphopowcy od zawsze patrzyli z zaciekawieniem na to, co dzieje się na paryskich ulicach i marsylskich blokowiskach. Dowodów na przestrzeni ostatnich dwudziestu pięciu lat pojawiło się niemało. Było je widać zarówno na logówce zespołu Mor W.A., jak i w teledysku grupy Fenomen do kawałka „Ludzie przeciwko ludziom”. Grupą KDD na bank inspirowali się też WWO, co słychać do dziś w kultowym już refrenie do „Jeszcze będzie czas”…
Z czasem inspiracje przeradzały się w pierwsze wspólne numery na linii Polska-Francja. Jednym z takich kawałków jest „Konekcion” z abumu „Sensi”, w którym Rocca – członek formacji La Cliqua, prawdziwa legenda paryskiej sceny – dzieli bit z Vieniem i Pelsonem. Na uwagę zasługują również „Le gout du sang” Palucha i Freemana z IAM, „Ten sam beton” – gdzie u boku Błaja pojawia się król podziema z Paryża Hugo Tsr, czy „Smak chwili” z albumu „Witam was w rzeczywistości”, gdzie Sokoła i Wilka wspierają Demon One i Dry – paryski duet Intouchable, reprezentanci znanego kolektywu Mafia K’1 Fry. Mógłbym tak jeszcze wymieniać i wymieniać, ale wolę oddać głos DJ-owi Falconowi, który opowiedział mi o współpracy JWP/BC z Akhenatonem z IAM.
Falcon1:- To nie była moja pierwsza podróż do Francji. Mam to szczęście, że w latach 90. zaprosił mnie do niej na dwa miesiące wujek. Był chyba 1997 rok, a ja zachwycałem się Lyonem i Paryżem. Mega wrażenie zrobiła wtedy na mnie lokalna scena graffiti i skejtowa. Obrazki były wszędzie. Wszystko było opierdolone – pociągi, ściany, rooftopy.
Lot z Polski do Marsylii mieliśmy o jakiejś bandyckiej porze typu 4 rano. Jechaliśmy realizować teledysk, więc te 3 dni były bardzo intensywne i przepełnione pracą, nie mieliśmy czasu na zwiedzanie miasta. Dużo biegania. Dziś trochę żałuję, że nie wybrałem się z Łajzolem na mecz lokalnego Olympique, ale byłem zmęczony po całym dniu. Wspominam o tym, bo kilka dni temu wyświetliła mi się gdzieś w sieci oprawa ich kibiców dedykowana IAM.
Byli z nami Merd i Meraz, którzy głównie chodzili swoimi ścieżkami. Kupili na miejscu w cholerę farb i praktykowali bombing. Mieli jedną sytuację, którą mogę ci przytoczyć – miejscówka, na którą przyszli z Erosem i Kosim, miała być legalna, ale okazało się, że wcześniej należało wysłać maila i zdobyć pozwolenie; poinformowała ich o tym ochrona. Zostawili więc swoje obrazki zrobione w połowie i stamtąd poszli. Szkoda, bo to z pozoru był to klasyczny hall of fame ze skate parkiem i w ogóle. Hiphopowa miejscówka z ochroną (śmiech).
Akhenaton i Shurik’n okazali się super miłymi gośćmi. Na planie nie brakowało im profesjonalizmu i cierpliwości – mówię szczególnie o Akhenatonie, bo Shurika widzieliśmy tylko przez chwilę. Na jednej z miejscówek – opuszczone baseny opierdzielone w graffiti, następny hall of fame – jacyś lokalni małolaci kręcili teledysk, ale słychać było, że mają inną stylówkę, mieli trapową przelotkę. W pewnym momencie zobaczyli Akhenatona i po prostu oszaleli. Od razu do niego podeszli po foty. Widać było, że mieli rozjebane głowy. Byli prawie na kolanach (śmiech). Trzeba przyznać, że IAM do dzisiaj są tam bardzo szanowani, ultra świętość. Na koniec wszyscy wzięliśmy od nich autografy na płytach, zbiliśmy piony i wróciliśmy do domu z kolejnym spełnionym marzeniem.