Pstyk: Ludzi nie interesuje, ile w to wkładasz serca i kasy (wywiad)

fot. Patryk Ścigała

O niedoszłym albumie z Ostrym, nadchodzącym z Tymonem i o tym wydanym niedawno dla MF Dooma. Rozmawiam z Pstykiem, wrocławskim producentem i didżejem.

Naszą gadkę chciałbym rozpocząć od okładki Taśm grozy, która bardzo przypomina mi okładki tych wszystkich starych, zakurzonych książek.

Okładka została ręcznie namalowana na płótnie przez Bajo. Padło na niego, bo był odpowiedzialny za koszulki, które robiliśmy jakieś dwa lata temu, na podstawie tatuażu, który mi wydziarał. Na zrobienie okładki mieliśmy tylko pięć dni. Pierwszy szkic odpadł, bo zbyt mocno przypominał okładkę Mm..Food, ale szybko udało nam się dojść do idealnego wzoru. W poniedziałek musiałem już dostarczyć pliki z muzyką i grafiką. Obraz został skończony w niedzielę wieczorem, Patryk Ścigała szybko go sfotografował, a Expo 2000 wykadrował. Na okładce winyla znajdą się też opisy wykonane ręcznie przez Bajo.

Skąd pomysł, by po raz kolejny sięgnąć po twórczość MF Dooma i przepuścić ją przez swój filtr muzyczny?

„Po raz kolejny” to chyba zbyt mocno powiedziane. Po płycie Doom’s Tape, na której znalazły się remixy Dooma, pozostał pewien niedosyt – bity nie poszły dalej, tylko zostały zamknięte i zapomniane w tej podziemnej produkcji. Zbierałem się do wypuszczenia wersji instrumentalnej, ale pochłonęły mnie inne projekty muzyczne. W grudniu straciłem pracę i Expo wyszedł z propozycją wydania czegoś, co zalegało mi na dysku. Zawsze można dzięki temu coś zarobić — motorem napędowym była tu więc kasa. Zabrałem się za odzyskiwanie instrumentali z tego remixtape’u. Nie wszystko udało się odzyskać, ale większość była pod ręką.

Nie jest żadną tajemnicą, że jesteś(?) w dobrych relacjach z kilkoma popularnymi raperami. Dlaczego żadnego z nich nie zaprosiłeś do projektu? Mam tu na myśli przede wszystkim Eldo i Ostrego.

Z Adamem robiłem album, ale nie doszedł on do skutku z wielu względów – i w sumie dobrze. Chciałem robić go własnym sumptem, co nie podobało się jego współpracownikom. Pojawiały się gadki w stylu: „Adam na klasykach to już emerytura” itp. Nie przeszkadzało im to jednak w wydaniu dwóch części mixtape’ów w bardzo podobnym klimacie. Z Eldo też coś próbowałem, ale po kilku odbiciach się od ściany odpuściłem ten pomysł. Obaj panowie zaraz potem się skumali i moja determinacja, by zrobić numer z Eldo, po prostu umarła. To nie jest już ani moje marzenie, ani coś, co czuję tak jak kilka lat temu.

Współpracownicy współpracownikami, ale jaki stosunek do projektu miał Ostry?

Na początku bardzo dobry — bardzo szybko powstało chyba pięć–sześć numerów. Później zaczęły się schody i projekt umarł śmiercią naturalną. Były próby reaktywacji, ale nasza więź osłabła. Z czasem totalnie się od tego odciąłem i poszedłem swoją drogą, którą podążam do dziś. Wiem, że to dobry kierunek.

Co stanie się z tymi kawałkami?

Jeden z numerów puściłem trochę na siłę na któreś moje urodziny — do dziś lata na YouTubie. Reszta leży na moim dysku, choć z kilku bitów skorzystałem przy projektach z innymi artystami. Wiele zyskałem na tej znajomości, ale też trochę mi zaszkodziła. Wiesz, jak wpadasz gdzieś wyżej, to albo skaczesz jak pajac na gumkach, albo zostajesz niezłomny w przekonaniu o swojej racji.

Zaszkodziło?

Byłem tym zbyt przejęty, bo to było dla mnie naprawdę duże wydarzenie. Wiesz, jestem ze wsi i robię numery z gościem, który wychował całe pokolenia. Kiedy to wszystko jebło, straciłem na jakiś czas wiarę w siebie i w to, co robię. Nie ukrywam, że czuję się oszukany w tym całym zamieszaniu, ale to już opowieść na biografię albo smutny tekst o życiu — o przekonaniach zderzonych z szarą codziennością.

Obecnie jesteś zajęty pracą z innym gościem, który również wpłynął na wiele osób. Jak idzie praca z Tymonem?

Mam sporo propozycji od starszych i wyżej pozycjonowanych graczy, ale projekt z Tymonem to moje oczko w głowie. Mamy chyba zarejestrowane dema wszystkich wokali. Siedzę teraz nad aranżami i propozycjami innych bitów. W najbliższym czasie chcemy zebrać wszystkich gości, mimo że na początku album miał ich nie mieć. Cała moja energia jest skierowana na ten projekt.

Chcę jeszcze wrócić do projektu dedykowanego Doomowi. Uważasz, że w Polsce ukazuje się dużo tego typu projektów? Mam na myśli beat-tape’y, mixtape’y, blendy…

Tak, ale w Polsce media są nastawione na zarobek, a na tego typu projektach można się co najwyżej dorobić długów. Interesuje to garstkę osób, które tym żyją. Jest mnóstwo beat-tape’ów, które osiągają 100–300 wyświetleń. Scena leży głęboko w mule i mało kto już tam grzebie. Internet i główne media okołohiphopowe mają to w dupie, bo algorytm tego nie lubi. Ludzie nie rozumieją, że żyją w „symulacji” bogatych dzieci — i jeśli sam sobie tego nie wydasz, nie opłacisz i nie wejdziesz w dupę ludziom na piedestale, to nic nie znaczysz. Wiesz, to jest trochę jak w graffiti — ludzi nie interesuje, ile w to wkładasz serca i kasy. Zauważają cię dopiero wtedy, gdy jesteś na każdej ścianie, linii i pociągu. Jak już stworzysz wokół siebie tę aurę, dopiero pojawiają się furtki, tylko często trzeba kupić sobie bilet wstępu. Czasem ktoś chce ci pomóc, ale rzadko jest to bezinteresowne. Nikt nie będzie cię promował tylko dlatego, że robisz bity. Często trzeba dodać część siebie albo pozwolić na sobie zarobić.

Ty ten bilet masz?

Od lat o niego nie walczę. Wiem, jak działa ten biznes i… robię muzykę dla siebie. Przeszedłem tę grę już dawno temu i zebrałem propsy od ludzi, przez których dałem się wciągnąć w ten świat. Włodi miał taki wers: „Trzeba być z nami, robić to, żeby wiedzieć”. Nikt cię nie zauważy, jeśli będziesz robił bity do szuflady i czekał na gwiazdkę z nieba. Trzeba się pojawiać tu i tam, czasami zagrać za darmo, żeby ktoś cię zauważył. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Przykładem mogą być choćby imprezy Beat Battle robione w Częstochowie. Żeby się pojawić na takim wydarzeniu, trzeba wydać około 500 złotych — na dojazd, jedzenie i hotel. A przecież i tak nie ma pewności, że przejdzie się przez eliminacje.

Biorąc pod uwagę to wszystko, co powiedziałeś przed chwilą — jakie masz oczekiwania względem nowego projektu?

Nie mam ich. Po prostu robię muzykę, żeby mieć zajętą głowę. Robię to dla siebie i garstki fanów, która trwa ze mną od lat. Robię to dla kultury i ludzi, którzy szukają tego prawdziwego zalążka zajawki.

Poniżej odsłuch nowej płyty Pstyka.