Magiera wspomina prace nad klasykami polskiego hip-hopu

fot. Druga strona ulicy

Jeden z najbardziej zapracowanych producentów w polskim hip-hopie znalazł czas, by zaserwować nam sutą porcję muzycznych anegdotek. Z Magierą złapałem się w ciekawym momencie – za sobą ma produkcje muzyki na płyty dla Małpy, Vienia, Pei, Pokahontaz i Kalego, a już ze swoimi nowymi podkładami gotowy jest na kolejne, niemałe rzeczy. Poniżej zajawka tekstu i link do całości. Uwierzcie mi – warto! Od remiksu dla Fenomena, przez awangardowy projekt z Igorem Pudło, aż po najnowszy album Kalego i produkcje dla Sokoła.

Praca przy albumie „Na legalu?”: Arek Deliś wydawał tę płytę w swojej wytwórni (T1-Teraz -przyp. red.) i zlecił mi realizacje wokali oraz podkręcenie produkcji Peji i Decksa. Nie każdy chyba zdaje sobie sprawę z tego, że beaty na „Na legalu?” robił nie tylko DJ-Decks, ale i Peja. Robota White House polegała głównie na dorabianiu basów, wymianie bębnów i robieniu ogólnych poprawek. Dziś nazwałbym to „ghost produkcją”. Slums Attack przyjechali do Wrocławia ze swoimi pomysłami, samplami i wspólnie pracowaliśmy nad szkicami ich podkładów. Z tym krążkiem wiążę się też ciekawa historia, bo w pewnym momencie materiał… nam się skasował! Gdy któregoś razu wszedłem w folder „Peja – Na legalu?”, plik był pusty. Okazało się, że pod koniec prac nad albumem zepsuł mi się dysk. Próbowaliśmy odratować materiał, ale niestety bez odpowiedniego rezultatu. Ocaliły nas płyty kompaktowe! Już tłumacze, o co chodzi. Po każdej wizycie chłopaków w naszym studiu dawałem im CD-ry z aktualnym stanem płyty. Na szczęście te zgrywki były prawie finalnymi wersjami kawałków: beaty były już odpowiednio dokręcone, a wokale skompresowane. Czyli tak naprawdę pozostał tylko master. Przypuszczam, że „Na legalu?” w 70-80% stworzyliśmy na bazie tych płyt, które chłopaki zabierali ze sobą do Poznania. Reszta powstała po naprawie sprzętu. Całość zrealizowaliśmy na tyle dobrze, że słuchacz nie jest w stanie tych różnić, wychwycić. Dziś podchodzę do tego z dużym dystansem, ale nie ukrywam, że przez moment sytuacja była naprawdę dramatyczna.

Całość znajdziecie tutaj.

%d bloggers like this: