To nie jest wywiad: Igorilla

fot. Kamil Wojtak

Igorilla to raper, którego możecie kojarzyć z projektów Polskie Karate, Mama Selita czy Syrop. Jakiś czas temu powołał (wraz z Bodziersem) do życia duet Dzicy. Dzicy mają na koncie krótki materiał Glicz, Please. I właśnie to połączenie raper-producent było głównym tematem dzisiejszego odcinka.

Stworzyliśmy duet z Bodziersem, bo… usłyszałem jego „Possibilism” i zakochałem się w tym kawałku. Potrzebowałem takiej terapii dźwiękami lo-fi, po synthowym przelocie na mojej solowej płycie. Od dawna chciałem coś z nim nagrać i nadarzyła się akurat ku temu okazja. Początkowo nie było planów na całą EP-kę, zaczęliśmy od zrobienia jednego spontanicznego numeru i zażarło. Od razu uznaliśmy, że fajnie byłoby usłyszeć całą płytę w takim klimacie. Szybko okazało się, że materiał pisał się w zasadzie sam.

Chciałbym, żeby Dzicy zostali… białym krukiem resellerów (śmiech). A pisząc zupełnie poważnie, to cieszy mnie dobry odbiór naszego materiału. Nie mamy dalekosiężnych planów, ale może uda się coś jeszcze nabroić w tym roku.

Najtrudniejsze w pracach nad materiałem było…  nie wiem, jak to wyglądało z perspektywy Bodziersa. Ja wcześniej, pracując nad Mama Selitą czy Polskim Karate, przyzwyczaiłem się do kolektywnej pracy w studio i wspólnego jamowania. Byłem takim control freakiem, który lubił być przy powstawaniu każdej nuty, werbla i stopy. Tutaj było inaczej. Dzicy powstali w stu procentach jako projekt międzymiastowy, na odległość. To wymagało obopólnego zaufania i dobrej organizacji.

Glicz, Please jest krążkiem, który… powstał bez żadnej kalkulacji i oczekiwań. Stworzyliśmy krążek z prawdziwych emocji, często tych niełatwych i kiszonych przeze mnie latami gdzieś w środku. Pisanie płyty było z jednej strony formą oczyszczającej autoterapii, a z drugiej odpaliło muzyczną zajawkę, której od dawna mi brakowało.

Emocje w rapie są ważne, ale… tutaj nie ma żadnego „ale”. Muzyka, która powstaje bez emocji – niezależnie czy jest to rap, rock czy metal, ma dla mnie funkcje użytkowe, ale nie jest w stanie mnie porwać i sprawić, bym chciał słuchać materiału przez dłuższy czas. Nie mylmy jednak emocji z falą nowego emo-rapu, który ma się dobrze na naszym podwórku. Drażni mnie ta infantylność.

W tym roku planuję… niedawno urodziły mi się bliźniaki i często przekonuję się, że muzyczne plany nie zawsze idą w parze z szeroko pojętym tacierzyństwem. Natomiast cały czas coś knuję.  Bardzo chcę zakończyć pracę nad nową płytą Mama Selita i  wystartować z  tworzeniem kolejnej EP-ki. Spodobała mi się taka forma albumu. Zwarta, skoncentrowana i na temat.

%d bloggers like this: