Polski producent odwiedził legendarne studio Dr. Dre (wspomnienia)

„Moja muzyka leży na dysku u Dr. Dre” – pół żartem, pół serio powiedział mi Marek Walaszek, którego hip-hopowa Polska może kojarzyć ze współpracy z członkami Wu-Tangu, Madlibem, Havociem czy Evidence’em, ale też z działalności w ramach jego marki Bettermaker, która bardzo dobrze radzi sobie poza granicami naszego kraju. I to właśnie firma Bettermaker sprawiła, że Maro zagościł w kalifornijskim studiu The Pharmacy.

„Poznałem gościa, który jest głównym inżynierem dźwięku w studiu” – mówi mi Maro, kiedy zapytałem go, co właściwie robił w pomieszczeniach Dr. Dre. – „Prezentowałem mu nowy produkt, który wychodzi w tym roku i robiłem jego sesję zdjęciową. Mam nadzieję, że w przyszłości nasza współpraca bardziej się rozwinie, bo doszło nawet do wstępnej wymiany muzycznej – moje produkcje są tam na dyskach w zapasie i czekają na odpowiedni moment, który może kiedyś nadejdzie. Nie ukrywam, że byłoby miło, bo to studio, do którego przyjeżdżają Eminem, Snoop Dogg, Kendrick Lamar, The Game czy 50 Cent. Z tego co wiem, nagrywał tam też… Michael Jackson”.

Nim przejdziemy do anegdotek i tego, co Marek robił jeszcze w Kalifornii, poprosiłem go, by fachowym okiem i uchem zrecenzował studio Dr. Dre. – „Jest to z pewnością jedno z najbardziej profesjonalnych studiów, jakie w życiu widziałem. Dla mnie najważniejsze jest brzmienie studia, sprzęt to sprawa drugorzędna. Może to jakieś zboczenie zawodowe, ale dobre studio to takie, które ma dobrą infrastrukturę: jest gdzie zaparkować, ma odpowiednią regulację temperatury wewnątrz, świetnie brzmi i ma wygodne miejsce do nagrań wokali. To są dla mnie podstawy. No i oczywiście ludzie, którzy pracują na miejscu. W Pharmacy na nocnym dyżurze były cztery osoby, czyli dużo, ale odpowiednio, bo znajdują się tam dwie reżyserki. Na każdą z nich musi przypadać inżynier lub asystent, plus dyżurny, który pojedzie po pizzę albo przyniesie kable. Musi znać studio i wiedzieć, gdzie kupić jointy”.

„Nie rozmawialiśmy o Dr. Dre, bo wychodzę z założenia, że jeśli ludzie sami nie zaczynają tego tematu, to ja nie wychodzę z pozycji fana – to byłoby nieprofesjonalne. Bardzo chętnie będę pracował z Dr. Dre, ale nie będę o niego wypytywał. Nie podchodzę do takich ludzi jak do gwiazd, tylko jak do potencjalnych klientów. Póki co współpraca z Dre jest w sferze marzeń, bo dopóki nie posłucha mojej muzyki (a tu pewnie minie jeszcze trochę czasu), to nie ma o czym mówić. To zbyt zapracowana i wartościowa osoba, żeby umawiać się z nią na demo i stać w długiej kolejce oczekujących. Trzeba pamiętać, że dostęp do niego mają tylko nieliczni”.

Wizyta w studiu u Dr. Dre to jedno, ale Maro miał okazję poznać też innych artystów, na przykład Too Short. – „Byłem u niego w studiu, rozmawialiśmy o wspólnym kawałku. Może zaproszę go na drugą część „Rejects”. Tutaj połączył nas jego inżynier dźwięku Ekzakt, który jest moim znajomym. Jego studio to właściwie… klub nocny, w którym znajduje się powierzchnia zaadaptowana na studio – wiesz, kanapy, rurki, stoły do bilarda. Powiem tak – na remixach „Rejects” pojawił się E-A-Ski, który wyprodukował ostatni album Ice Cube. Mam więc dojście, z którego będę korzystał. Widziałem się jeszcze z Just Blaze. On korzysta z mojego sprzętu. Historia jest taka, że przyszedł kiedyś na moje stoisko na targach w Kalifornii i zostawił plecak oraz pokrowiec na płyty ze swoim emblematem… nigdy ich nie odebrał. W tym momencie używam do moich płyt Serato jego pokrowca i chodzę z jego plecakiem. Wysłałem mu nawet zdjęcie, że plecak został zaanektowany (śmiech). Just Blaze niestety nie załapał się na mój projekt z remiksami, ale może innym razem”.