Snowgoons: Trzeba naprawdę ciężko pracować, by zasłużyć na szacunek (wywiad)

zdjęcie pochodzi z profilu artystów na facebooku

Magiera powiedział mi kiedyś, że nie każdy producent (nie ma znaczenia, jak bardzo jest wykształcony) jest w stanie zrobić agresywny, hiphopowy podkład – SP 1200, bas na przodzie, sampelek, perkusja. Chwila roboty i można robić aranż, typowy hip-hop – ktoś mógłby powiedzieć. No i Snowgoons wychodzą z założenia, że ich hip-hop taki właśnie ma być. Wiem, że w każdej części świata są ludzie, którzy tworzą takie bity, ale nie w każdej są osoby, które odnoszą takie sukcesy jak Snowgoons. Pisząc o sukcesach, mam na myśli szacunek amerykańskiej sceny – Method Man, Ghostface Killah, Onyx, M.O.P., Kool G Rap, Vinnie Paz, Sean Price, Ill Bill, O.C., Cormega i tak mógłbym wymieniać jeszcze przez chwilę. „Wielu myśli, że tworzenie bitów jest proste. Musicie mi uwierzyć, że tak nie jest. Trzeba naprawdę ciężko pracować, by zasłużyć na szacunek” – wyznał kiedyś w wywiadzie DJ Illegal, filar niemiecko-duńskiego kolektywu.

„Bez wątpienia nasz Black Snow z 2008 roku był tym punktem zwrotnym. To on ukształtował nasz styl i po jego wydaniu wielu artystów po prostu chciało z nami współpracować. Nadał też Snowgoons pewną tajemniczą aurę – ludzie chcieli wiedzieć, kim jesteśmy, skąd się wzięliśmy, co robimy” – powiedział mi Illegal już na początku naszej rozmowy.

Pierwsze gramofony

Dobrze pamiętam moment, kiedy kupowałem moje pierwsze Technicsy i mikser. Aby uzbierać pieniądze na sprzęt, musiałem przez osiem tygodni harować na budowie i opuścić dwa tygodnie szkoły. Jednak kiedy w końcu hajs trafił na moje konto i mogłem je kupić… to poczułem coś, czego nawet nie potrafię dokładnie opisać – coś, jakbym jednego dnia obchodził święta i urodziny. Do dziś korzystam z Technicsów, choć już nie tych samych, bo musiałem je sprzedać, kiedy byłem spłukany. Kilka lat później kupiłem nowy zestaw i jest ze mną do dzisiaj. Jeśli chodzi o sprzęt do produkcji, to zawsze kombinowałem, żeby zdobywać coś nowego. Zaczynałem od Akai S900 i stopniowo aktualizowałem sprzęt, aż przeszedłem na Logic na Macu. Od tamtej pory więcej pracuję w software, mniej na maszynach, choć SP 1200 wciąż od czasu do czasu się przydaje. DJ Crypt z naszej ekipy ma taki sprzęt i czasem go pożyczam.

Nowy Jork

Po raz pierwszy poleciałem tam, kiedy miałem 18 lat. Nowy Jork po prostu mnie przytłoczył. Budynki, ulice, energia miasta… wszystko było olbrzymie. Potrzebowałem dwóch dni, żeby się przyzwyczaić. Pochodzę z małej wioski i choć widziałem większe miasta, nic nigdy później nie przypominało mi tego, co zobaczyłem w NY. Później jeszcze do niego wracałem, byłem w wielu studiach i na świetnych sesjach, ale jedno spotkanie utkwiło mi w głowie – nagrywaliśmy z The Artifacts w New Jersey. Najpierw spotkałem El Da Senseia, potem DJ Kaosa, a na końcu Tame One’a. Byłem w kabinie, kiedy ten ostatni nagrywał, bo chciałem zrobić mu zdjęcie. Tame One mnie nie zauważył. Zaczął nagrywać, kiedy skończył, odwrócił się i dopiero wtedy zobaczył, że nie jest sam w kabinie. Był w szoku, prawie się na mnie rzucił, ale po chwili zaczął o całej sytuacji freestyle’ować przez pięć minut (śmiech). To był dla mnie wyjątkowy moment. Spoczywajcie w pokoju – Tame One i DJ Kaos.

Ghostface Killah i Method Man

Tutaj wszystko odbyło się naturalnie, bez wielkiego planowania i kontaktu z ich menedżerami. Nasz ziomek Aspects był akurat z Ghostface’em w studiu w Kanadzie i puszczał mu nasze bity. GFK wybrał jeden i po prostu się do niego dograł. Spontaniczna akcja. Z Method Manem było podobnie, ale tutaj z kolei pomógł Intell, jego siostrzeniec, którego album wydaliśmy kiedyś w naszej wytwórni. Intell do niego zagadał, a ten się zgodził.

Projekty, które prawie powstały

Nie mieliśmy stworzyć całego albumu z Mobb Deep, tylko z Prodigym. Wybraliśmy już kilka bitów, on miał na nie pomysły, ale do dziś nie wiemy, czy cokolwiek nagrał. To było około rok przed jego śmiercią. Wielkie dzięki dla Flasha z N.B.S., który nas połączył. Poza tym pracowaliśmy nad projektem Das EFX – nagraliśmy jeden utwór, ale projekt nigdy nie wyszedł. Szkoda, bo Das EFX & Snowgoons mogłoby być świetne. Niestety nie mogę mówić o szczegółach.

Współpraca z M.O.P.

Na początku chcieliśmy zrobić z nimi jeden numer i nasza stara wytwórnia pomogła to zorganizować. Wysłaliśmy im kilka bitów i większość na tyle im się spodobała, że chcieli zrobić z nami cały krążek. Mogę ci opowiedzieć dwie historie. Podczas jednego z naszych pobytów w Nowym Jorku, nakręciliśmy teledysk z ulicznymi scenami, ale przez wytwórnię nigdy się nie pojawił. Premierę płyty w Nowym Jorku otwierał DJ Premier, który podszedł do nas po wydarzeniu i pochwalił za produkcję – powiedział, że album wyszedł świetnie i bardzo mu się podoba. To było dla mnie takie wyróżnienie, że przez resztę wieczoru chodziłem jak na haju (śmiech). Billy i Fame to naprawdę fajni i zabawni goście. Pochodzą z ulicy, ale nie są napięci, tylko mega sympatyczni. Pamiętam jedną noc po koncercie, kiedy w klubie zaczęliśmy miksować klubowe bity z hip-hopem. Lil Fame zaczął skreczować i miksować nasze płyty i okazało się, że wychodzi mu to całkiem dobrze. M.O.P pojawili się też w klipie Goon Musick, który kręciliśmy w Hiszpanii. Pierwotny pomysł był taki, żeby nagrać go w opuszczonym budynku, ale nie wyszło, bo ochrona na to nie pozwoliła, więc musieliśmy bardzo spontanicznie wymyślić coś nowego, bo zapłaciliśmy ekipie za cały dzień pracy. Usiedliśmy więc i wpadliśmy na pomysł, że jesteśmy w trasie (co akurat było prawdą) i spóźniamy się na koncert. Biegliśmy przez miasto i wszystko nagrywaliśmy spontanicznie.