Raper, producent, autor solowej płyty Jest UK i – jak wynika z naszej rozmowy – domator. Zeus opowiada nam o zmianach, które w ostatnim czasie zaszły w jego życiu, ale też o tym, po co na scenę wszedł mu… DonGuralesko.
Artysta, z którym dzieliłeś jedno miasto — Michał Urbaniak — powiedział mi kiedyś w wywiadzie: Ludzie chcieli wchodzić na drabinę rozwoju. Dziś od najważniejszych i najbardziej utalentowanych wymaga się, by schodzili na dół i dostosowywali się do poziomu tych, którzy stoją pod drabiną. Słuchając twojej nowej płyty, mam wrażenie, że mógłbyś się pod tymi słowami podpisać.
Nie wydaje mi się, by większość ludzi kiedykolwiek realnie dążyła do rozwoju. Rozwój wymaga dodatkowych wydatków energetycznych i wiąże się z ryzykiem, a to stoi w sprzeczności z podstawowym mechanizmem natury, którym – jak rozumiem — jest przetrwanie i przedłużenie gatunku. To podejście przenika wiele sfer życia. Większość ludzi dąży więc przede wszystkim do utrzymania znanej, bezpiecznej sytuacji. Gdy podstawowe potrzeby zostaną zaspokojone, człowiek chętnie sięga po zastrzyki dopaminowe słodycze dla mózgu, bo są po prostu przyjemne. To, o co pytasz, ma też silny związek z mediami. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu ludzie radia i telewizji byli w dużej mierze intelektualistami i przedstawicielami elit, pełniącymi rolę moderatorów kultury. Proponowali treści na poziomie odpowiadającym ich własnym kompetencjom intelektualnym. Przeciętny odbiorca nie miał dużego wyboru, więc – chcąc nie chcąc – nasiąkał kulturą wymagającą wysiłku i wspinania się po drabinie, o której mówisz. Nie był to jednak jego pierwszy wybór, gdyby taki istniał. Dziś mamy tego wyraźny dowód. Żyjemy w czasach, w których każdy może sam decydować, jakie treści konsumuje, a ludzie masowo wybierają to, co proste i oferujące szybką gratyfikację dopaminową. Oczywiście jest to również konsekwencja polityki wielkich firm, które szukają coraz skuteczniejszych sposobów monetyzowania ludzkiej uwagi.
Czy obserwujemy więc prawdziwy obraz człowieka?
Być może bardziej prawdziwy niż ten, według którego większość chciała wchodzić po drabinie rozwoju. Takie rzeczy robiły, robią i będą robić jednostki. Zadziwia mnie raczej ten element wywrotowy – ludzie, którzy pchają świat ku zmianie. To jak defekt, mutacja, błąd w programie, działanie wbrew ewolucyjnej zasadzie: bądź bezpieczny, przetrwaj i rozmnażaj się. Ci ludzie noszą w sobie bunt i skłonność do ryzyka. Jednocześnie rozumiem, że pełnią istotną rolę w społeczeństwie – inaczej ewolucja dawno by ich wyeliminowała. To oni inspirują resztę i czasami realnie podnoszą komfort życia całej grupy, choć bardzo często sami przez to cierpią i nierzadko kończą tragicznie. Jeśli na płycie punktuję postawy opisane wcześniej, widzę w nich raczej naturalne cechy większości gatunku ludzkiego niż oznaki jego współczesnej degeneracji. Mam też świadomość, że moja perspektywa jest specyficzna. Jako ten, który punktuje, często czuję się outsiderem – jedną z tych jednostek z defektem. A jednak mam poczucie, że takie osoby również są częścią całości. Mimo doświadczenia bycia na zewnątrz, wciąż w niej uczestniczę. To, co opisuję, jest po prostu widokiem z miejsca, w którym siedzę — nie wielką diagnozą społeczną, z którą ktokolwiek musiałby się zgadzać.
CAŁY WYWIAD PRZECZYTACIE TUTAJ